Krystyna Suszynska
  Wybory do Parlamentu Europejskiego - Parlament ANTY europejski

Czyżby rzeczywiście "Parlament Antyeuropejski" ?

Parlament Antyeuropejski - Krystyna Suszyńska Trwa właśnie procedura zbierania podpisów poparcia dla list kandydatów do Parlamentu Europejskiego zgłaszanych przez poszczególne komitety wyborcze. Dla osób kandydujących, o ile samodzielnie zbierają podpisy, to doskonała okazja do wymiany poglądów z potencjalnymi wyborcami.

Ostatnio, na skutek przetaczającej się przez media fali kryptoreklamy książki eurodeputowanego Migalskiego "Parlament Antyeuropejski", zjawiska w niej zasygnalizowane stanowią częsty temat rozmów. Cóż zatem owa publikacja, której większość osób, podobnie jak ja, nie miała okazji przeczytać uczyniła w świadomości społecznej i jak ją oceniać ?

Niewątpliwą zasługą Marka Migalskiego jest zwrócenie uwagi na występowanie w środowisku europarlamentarzystów zjawiska znanego skądinąd praktycznie „od zawsze”. Zjawiska pojawiającego się to tu, to tam; począwszy od taśmy produkcyjnej w fabryce aż do najwyższych urzędów państwowych. Odrzucając zbędne w tym momencie eufemizmy, nazwijmy je po imieniu. Jest to, najprościej ujmując, OKRADANIE SWOJEGO PRACODAWCY – w przypadku parlamentarzystów będącego nim europejskiego podatnika.

Co łączy (i dzieli...) kierowcę ciężarówki, spuszczającego w nocy pod krzakiem na drodze paliwo do uprzedniego przygotowanego kanistra od eurodeputowanego „nabijającego” swoim samochodem zbędne kilometry ?

Pierwszym, na co zwrócimy uwagę, będzie zapewne różnica wartości dokonanej kradzieży. Argument wydaje się zasadny, dopóki nie przypomnimy sobie ujawnianych niejednokrotnie przypadków spuszczania tysięcy litrów paliwa przez... maszynistę lokomotywy spalinowej lub też operatora potężnej maszyny budowlanej przerzucającej z miejsca na miejsce tysiące ton ziemi.

Zastanówmy się, dlaczego poseł, członek rady nadzorczej, europarlamentarzysta, prezes potężnej instytucji czy inny VIP zwyczajowo otrzymuje za swoją pracę relatywnie stosunkowo wysokie wynagrodzenie ? W sferze produkcyjnej ma to zazwyczaj miejsce wyłącznie w przypadku osób o szczególnie cenionych kwalifikacjach lub umiejętnościach: technicznych, menadżerskich lub organizacyjnych. Taka sytuacja z reguły nie zachodzi w przypadku parlamentarzystów.

Szyderca w tym momencie powie, nie bez racji, iż praprzyczyną zjawiska jest to, iż to sami parlamentarzyści ustalają swoje apanaże. No dobrze – ale skądinąd taka sytuacja jest powszechnie akceptowana w większości państw świata. Dlaczego ?

Budżet Parlamentu Europejskiego na 2014 rok wynosi około 1,756 mld euro tj. nie całe 3,5 euro na jednego mieszkańca Eurolandu. Całkowity koszt utrzymania wszystkich eurodeputowanych (wynagrodzenia, dodatki, podróże, ubezpieczenia społeczne, renty, emerytury etc.) obciąża każdego europejczyka kwotą około 41 eurocentów rocznie. Czy dałoby się ją obniżyć do np. 30 eurocentów ? Zapewne tak. Czy warto byłoby tak postąpić ? Myślę, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie.

Dość hojne wynagrodzenie eurodeputowanego (podobnie zresztą jak posła parlamentu krajowego) poza zapewnieniem mu odpowiedniego komfortu pracy, ma na celu ustabilizowanie jego sytuacji materialnej – niezależnie od tego jaka ona była dotychczas. Parlamentarzysta spokojny o swój byt materialny, z założenia nie powinien rozpraszać swojej uwagi dorabianiem na boku kosztem podstawowego zajęcia, o odporności na wszelkie próby nacisków czy lobbowania przez różnorodne grupy interesów nie wspominając.

Antyeuropejski deputowany Marka Migalskiego, nawet siedząc na sali obrad, pochłonięty jest obmyślaniem coraz to nowych szwindli – o ile oczywiście po podpisaniu listy obecności nie da drapaka wprost na lotnisko lub pojedzie gdziekolwiek sztucznie nabijać kilometry. Konsekwentne, wieloletnie uprawianie tego rodzaju „polityki” może rzeczywiście przynieść niemałe dodatkowe dochody. Europarlamentarzysta, zamiast się skupić na pracy, wciąż liczy swoje profity ale szkody, które czyni w ten sposób, są zupełnie niewspółmierne do zebranych eurosrebrników.

Parlament Antyeuropejski - Vabank 2

Deputowany przebywający na wagarach czy nawet fizycznie obecny ale na tzw. emigracji wewnętrznej, przestaje reprezentować interesy swojego kraju, działając tym samym na jego szkodę a osłabiając jednocześnie pozycję Europarlamentu wobec Komisji Europejskiej. W ten właśnie przewrotny sposób, ciałem się staje kuriozalna teza pana Migalskiego, że bliżej niezidentyfikowani dywersanci unijni uknuli spisek mający na celu skłonienie europosłów przy pomocy przywilejów do zaprzestania „wtrącania się” do procesów politycznych.

Winny tej sytuacji jest oczywiście nasz eurodeputowany a nie wyimaginowani „urzędnicy” Unii Europejskiej – zupełnie analogicznie jak winien jest wspomniany na wstępie nieuczciwy kierowca a nie dyrekcja zakładu, która zaniedbała oplombowania mu zbiornika paliwa.

"Parlament Antyeuropejski" to publikacja cenna w ten sposób, że uświadamia wyborcy, jak bardzo ważne jest oddanie głosu na kandydata o odpowiednio sztywnym kręgosłupie moralnym. Budzi natomiast zastanowienie, dlaczego to pan Migalski, zabrał się za pisanie książki, zaniedbując zwrócenia uwagi Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) na szerzącą się wokół niego patologię. Od czasu założenia OLAF-u w 1999 r. urząd ten, nie będący bynajmniej instytucją działającą tylko pro forma, przeprowadził ponad 3000 dochodzeń, w wyniku których do budżetu UE zwrócono ponad milard euro a także wydano wyroki pozbawienia wolności na łączny okres około 900 lat.

Krystyna Suszyńska

 
829561      Krystyna Suszyńska
Poprawny XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!